Pamięcią żyję ze zwiędłymi marzeniami,
Zjawy minionych lat gromadzą sie przede mną
I obraz twój wśród nich jak księżyc nocą ciemną
Pomiędzy błądzącymi błyska obłokami.
Ciąży mi twoja władza potęgą tajemną:
Usmiechem twym i czarodziejskimi oczami
Mój duch jest zniewolony, skuty jak pętami,
Lecz skoro mnie nie kochasz - wszystko nadaremno.
Wiem, że nie masz we wzgardzie mego miłowania,
Lecz jakżeś chłodna, głucha na moje błagania;
Tak bożek marmurowy stoi nad zatoką:
U stóp mu fala wre, bełkocze, zda się wzdychać,
On, nieczułym swym bóstwem przejęty głęboko,
Nie słucha, choć od siebie nie chce jej odpychać.
Szybko przebiegłszy w mej pamięci
Czas, który bystro w dal ucieka -
Płakać przeszłość nie ma chęci:
Nie była ona dla mnie lekka.
Jak teraźniejszość, tak i ona
Namiętnościami gwałtownymi,
Zamiecią zła jest zaniesiona,
Jak śniegiem krzyż w stepie olbrzymim.
Na próżno dusza ma tęskniąca
Na miłość odpowiedzi czeka,
Jeśli miłosną strunę trąca -
Ułudę w mary przyobleka.
Jako meteor blaski swemi
Mroki wieczoru rozpraszała,
Będąc mi wszystkim na tej ziemi,
Jak wszystko ziemskie - oszukała.
Z południa skwar w dolinie Dagestanu
Leżałem z kulą w sercu, zesztywniały.
Z dymiącej jeszcze, niezapiekłej rany
Krwi mojej krople ciurkiem upływały.
Leżałem sam na piasku, śród doliny,
Gromady skał piętrzyły się pod niebo,
Prażyło słońce żółte ich wyżyny
I mnie prażyło, martwym snem śpiącego.
I śniło mi się, że w rodzinnejstronie
Wieczorną porą kielich krąży wkoło,
A dziewy, kwieciem uwieńczywszy skronie,
Mówią tam o mnie śmiejąc sie wesoło.
I tylko jedna siedzi zamyślona,
Nie mówi nic i nic nie odpowiada,
I Bóg wie czemu śród szumnego grona
W sen smutny młoda dusza jej zapada.
I śni sie jej dolina Dagestanu,
Znajomu trup w dolinie tej spoczywa
I krew dymiąca ze szczerniałej rany,
Powoli stygnąc, ciurkiem w piasek spływa.